zobacz nasz profil na facebook'u zostań naszym fanem na facebook'u




















Blog > Komentarze do wpisu

Niepunktualne Dreamlinery - problemy Boeinga.

Historie Dreamlinerów znamy już wszyscy, chciałoby się rzec - na wylot. Najpierw były zapowiedzi wielkiego hitu, przełomu w lotnictwie, samolotu nowej generacji, który otwiera zupełnie nowe możliwości przed przewoźnikami. Świat oszalał na ich punkcie. Pojawiały się w telewizji, pojawiały się w prasie, były na ustach wszystkich, zainteresowanych branżą lotniczą. Posypały się zamówienia, w końcu każda linia lotnicza chciała mieć to cudo w swojej flocie – duży, praktyczny, piękny, ekologicznie przyjazny i do tego oszczędny – czego więcej oczekiwać?

Wtedy zaczęły się problemy. Boeing nie dotrzymał żadnego z zapowiadanych terminów, kolejne daty powodowały tylko jęki rozczarowania – bo znowu coś… Tak minęły ponad 3 lata. Wprawdzie wygląda na to, że teraz niespodzianek już nie będzie, Dreamlinery są już bowiem w produkcji i powoli trafiają do klientów, niecierpliwie przebierających nogami w oczekiwaniu.

Jednak opóźnienia, które wystąpiły do tej pory spowodowały, że wielu kupujących musiało poważnie zmienić swoje biznesowe plany. Zakup takich samolotów wiązał się ze zmianami lotów, nowymi trasami – nikt nie miał ochoty czekać (nie wiadomo ile). 

Na całej sprawie korzysta największy konkurent producenta – Airbus. Model A330, konkurencja Dreamlinera, ci, którzy szukali alternatywy dla zapełnienia powstałej we flocie dziury, rezygnowali z zakupu w Boeingu, lokując uczucia i środki finansowe właśnie w Airbusach A330.

Czy ta sytuacja oznacza poważne problemy dla Boeinga? Analitycy twierdzą, że nie. Próżno oczywiście szukać pozytywów w ucieczce klientów do konkurencji, jednak nie zdarzy się jeszcze bardzo długo sytuacja, w której koncern zostanie z samolotami na sprzedaż w hangarach – liczba zamówień w kolejce jest tak długa, że wycofanie się spowoduje jedynie przesunięcie kolejnych klientów o oczko wyżej na liście oczekujących. Oznacza to oczywiście stratę finansową dla kolosa, jednak nie przyniesie to znaczących zmian w opłacalności projektu.

Airbus oczywiście na tym wygrywa. Nie było nawet specjalnej konieczności wydeptania sobie drogi do klientów – przyszli sami, oczekując konkretnej – i co ważniejsze – terminowej realizacji zamówienia. 

Nasz rodzimy przewoźnik także oczekuje w kolejce. Spodziewany termin dostawy przewidywany jest na czerwiec 2012 roku. My wciąż bardzo niecierpliwie na niego czekamy :-).

wtorek, 25 października 2011, eprzeloty

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: